O tym, jak prawnik bez wiedzy podatkowej może zepsuć Ci firmę

Dziś o tym, jak prawnik, nawet dobry, może zrobić przedsiębiorcy podatkową krzywdę. Wystarczy, że sam nie zna się na podatkach (w czym nie ma nic złego), ani też nie korzysta ze wsparcia podatkowca.

W tym drugim przypadku mam już wątpliwości, czy “spółkowiec”, który nie siedzi w podatkach powinien sam zadbać o planowanie podatkowe, czy też to sprawa klienta. Skłaniam się raczej ku temu pierwszemu. Ale po kolei.

Na początku roku miałem klasyczną konsultację optymalizacyjną z sympatycznym klientem, który w ramach JDG na liniówce prowadził firmę reklamową – wydruki, banery, wizytówki, gadżety, bilboardy itp. Firma na parterze dużego domu jednorodzinnego. Majątek firmy (drukarki przemysłowe, laminatory i inne tego typu urządzenia) w pełni zamortyzowany.

Wspólnie uzgodniliśmy rejestrację spółki z o.o. i zakończenie JDG. W spółce z o.o. klient wraz z partnerką mieli pobierać wynagrodzenie z tytułu powołania do zarządu. Z nieruchomości i maszyn klienta spółka miała korzystać na zasadzie najmu, w którym czynsz miał być ustalony delikatnie poniżej ceny rynkowej, aby zbytnio nie drenować spółki. Taka podatkowa klasyka mniejszych spółek i póki nie wprowadzono “ukrytej dywidendy” to powinno to ładnie śmigać.

Klient wrócił do mnie po pół roku. Powiedział, że jakaś kancelaria zarejestrowała mu spółkę, ale nie potrafią mu odpowiedzieć na żadne pytanie podatkowe i prosi o pomoc. Poprosiłem o umowę spółki. I się przestraszyłem. Bo tam:

  • Klient wniósł aportem “całe swoje przedsiębiorstwo”, które wg aktu ma się składać WYŁĄCZNIE z poniższych składników majątku: <wymieniono kilka bilboardów>.
  • Wprowadzono powtarzalne świadczenia niepieniężne wspólników na rzecz spółki, a ich najbardziej klasycznej postaci (po prostu ciągłego świadczenia usług na rzecz spółki).

Te 2 postanowienia generują całą masę zagadnień, których klient (i jego prawnik oraz księgowy) nie byli świadomi:

  • Tak naprawdę klient nie może wynajmować urządzeń (o których wyżej pisałem) spółce. Dlaczego? Bo urządzenia te są już własnością spółki. Jako przedmiot wkładu w umowie spółki wskazano bowiem całe przedsiębiorstwo. To, że niżej wymienia się wyłącznie bilboardy nie ma znaczenia – czynność prawna, której przedmiotem jest „przedsiębiorstwo”, obejmuje cały majątek firmy, bez żadnych wyjątków. Możemy sprawę uratować oświadczeniem o wycofaniu urządzeń z majątku firmy przed aportem. Ale to prowadzi nas do problemu nr 2.
  • Jeżeli uznamy, że tak naprawdę klient nie wniósł aportem przedsiębiorstwa, ale same tylko bilboardy, to taki aport podlega opodatkowaniu VAT (aport przedsiębiorstwa jest z VAT wyłączony, ale jeśli nie mówimy o przedsiębiorstwie, rozumianym jako „cała firma”, to VAT już jest). A wg mojej wiedzy i doświadczenia przeciętny urzędnik skarbowy czytając akt notarialny, w którym jako „przedsiębiorstwo” opisano kilka bilboardów, parsknie śmiechem, opluwając monitor kawą.
  • Szkoda, że jednak klient zdecydował się wnieść bilboardy do spółki – moim zdaniem było to niepotrzebne, a klient stracił prawo do wynajęcia tych bilboardów na rzecz spółki. Klient wyzbył się ich własności w zamian za przyszłą dywidendę, która będzie przecież podwójnie opodatkowana. Podatkowy strzał w kolano.
  • Konsekwencja najważniejsza – obecnie spółka jest na 19% CIT i do końca 2027 roku nie ma ona prawa do preferencyjnej stawki 9% CIT. Wynika to z faktu, że aport przedsiębiorstwa wyklucza prawo spółki do niższej stawki CIT w roku aportu i w roku kolejnym (art. 19 ust. 1a pkt 3 ustawy o CIT).
  • Od co najmniej drugiej połowy 2022 roku wiadomo, że ZUS i NFZ walczą z powtarzalnymi świadczeniami niepieniężnymi. Co najmniej od przełomu 2024/2025 ugruntowana jest już linia orzecznicza na poziomie NSA i sądów apelacyjnych, zgodnie z którą świadczenia te podlegają ZUS i NFZ tak samo jak umowy zlecenia. Dlatego trudno zrozumieć sięganie po tę instytucję w 2026 roku.

Ktoś teraz powie, że skupiam się tylko na podatkach, a nie o to w spółkach chodzi. Oczywiście, że nie. Rozmawialiśmy z klientem też o kwestiach odpowiedzialności, sukcesji, ew. sprzedaży biznesu w przyszłości. Tutaj też spółka z o.o. pomaga. Ale ten wpis dotyczy właśnie podatków, gdzie (delikatnie pisząc) można to było zrobić lepiej. Znacznie lepiej.

I teraz sedno – kto tutaj zawiódł? Moim zdaniem przede wszystkim świadomość i komunikacja.

Prawnicy (radcowie prawni i adwokaci) mogą specjalizować się w różnych dziedzinach prawa. Mogą być świetnymi podatkowcami – bez tytułu doradcy podatkowego. Ale niestety często zdarza się, że prawnicy od spółek podatków nie ogarniają. A moim zdaniem prawo handlowe i prawo podatkowe są ze sobą ściśle związane, jak chyba żadne inne dwie dziedziny prawa.

Dlatego nie można “grzebać w spółkach” bez planowania podatkowego. Można w ten sposób tylko zaszkodzić i to w dość głupi sposób. Dotyczy to nie tylko klasycznej optymalizacji MŚP, czyli de facto zmiany formy prawnej. Dotyczy to też optymalizacji (często dużych) transakcji. Dlatego prawnik-spółkowiec powinien albo wspierać się podatkowcem, albo też samemu wejść w świat podatków.

Moim zdaniem (choć może włożę kij w mrowisko) tylko ta druga opcja, czyli kompleksowa wiedza spółkowo-podatkowa jednego doradcy, gwarantuje klientowi należyty poziom obsługi.

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie pomocny, udostępnij go znajomym!

Zapraszamy do kontaktu